LinkedIn w badaniu „Job Search Safety Pulse 2026” sprawdził, jak użytkownicy radzą sobie z oszustwami związanymi z poszukiwaniem pracy.
Aż 32 proc. przedstawicieli Gen Z przyznało, że padło ofiarą takiego oszustwa. Dla porównania wśród osób z pokolenia X było to 17 proc., a wśród baby boomers 7 proc.
Co ciekawe, jednocześnie 66 proc. młodych respondentów uważało, że wie, na jakie sygnały ostrzegawcze zwracać uwagę. LinkedIn zwraca więc uwagę na wyraźną różnicę między poczuciem bezpieczeństwa a rzeczywistym ryzykiem.
Jednym z powodów może być presja związana z szukaniem pracy. 32 proc. młodych badanych przyznało, że zdarzyło im się zignorować niepokojące sygnały, ponieważ obawiali się małej liczby ofert. 37 proc. deklarowało też, że mogłoby przymknąć oko na czerwone flagi, gdyby bardzo zależało im na danym stanowisku.
Oszustwa rekrutacyjne są szczególnie groźne, bo już na początku procesu kandydat może zostać poproszony o dane osobowe, dokumenty czy informacje finansowe. Fałszywi rekruterzy wykorzystują to, by wyłudzać pieniądze albo wrażliwe dane.
LinkedIn wskazuje, że jednym z najczęstszych sygnałów ostrzegawczych jest próba szybkiego przeniesienia rozmowy poza platformę, np. na WhatsApp lub Telegram. Według firmy aż 90 proc. zgłaszanych wiadomości scamowych zawierało próbę przejścia do prywatnego komunikatora.
Szczególnie często wykorzystywanym haczykiem są oferty pracy zdalnej oraz stanowiska dla osób rozpoczynających karierę. To właśnie takie ogłoszenia najczęściej trafiają do młodych osób wchodzących na rynek pracy.
LinkedIn radzi, by szczególną ostrożność zachować, gdy rekruter bardzo szybko prosi o wrażliwe dane, żąda opłaty za szkolenie lub sprzęt, wywiera presję na natychmiastową decyzję albo kontaktuje się z podejrzanego profilu.
Badanie pokazuje, że samo dorastanie z internetem nie daje automatycznie odporności na oszustwa. W przypadku rekrutacji szczególnie ważne jest sprawdzanie firmy, profilu rekrutera i kanału, przez który prowadzona jest rozmowa.