Rynek ropy może jeszcze przez wiele miesięcy odczuwać skutki zakłóceń na Bliskim Wschodzie, nawet jeśli sytuacja w Cieśninie Ormuz zacznie się stabilizować.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna prognozuje, że globalna podaż ropy w 2026 roku będzie średnio o 4,3 mln baryłek dziennie niższa niż rok wcześniej. W lipcu światowa produkcja wzrosła, ale w państwach Zatoki Perskiej nadal wyłączone pozostawało około 8,3 mln baryłek dziennie potencjalnego wydobycia.

Problemu nie rozwiązuje więc samo przywrócenie ruchu statków. Potrzebne jest również ponowne uruchomienie produkcji i infrastruktury oraz odbudowanie zapasów wykorzystanych podczas trwających zakłóceń.

Po pierwsze, trzeba uzupełnić brakujące zapasy, które wykorzystano przez okres całego konfliktu. Należy również uzupełnić infrastrukturę, która została uszkodzona. Drugim problemem jest aktywność Huti w rejonie Morza Czerwonego, cieśniny Bab al-Mandab, czyli drugiej strony Półwyspu Arabskiego, która też nie jest obojętna dla żeglugi surowcowej. (dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw, wypowiedź dla Newserii)

Amerykańska EIA ocenia, że światowa produkcja i handel ropą mogą zbliżyć się do poziomów sprzed konfliktu do końca roku, ale większość wcześniej wyłączonego wydobycia ma powrócić dopiero w pierwszym kwartale 2027 roku.

Państwa OPEC+ próbują zwiększać podaż. Siedem krajów grupy zdecydowało o zwiększeniu produkcji o 188 tys. baryłek dziennie od września, jednak możliwości eksportu pozostają uzależnione od sytuacji na głównych szlakach transportowych.

Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych energetycznych wąskich gardeł świata. Jeszcze pod koniec 2025 roku przepływało przez nią ponad 20 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie.