Sprawa od kilku tygodni wywołuje ogromne emocje w miejscowościach położonych w gminie Zabłudów niedaleko Białegostoku.

Mieszkańcy zrzeszeni m.in. w komitecie społecznym „Folwarczanie” protestują przeciwko skali planowanych inwestycji w odnawialne źródła energii.

Nie sprzeciwiają się samej fotowoltaice, lecz – jak podkreślają – budowie ogromnych kompleksów paneli w bezpośrednim sąsiedztwie wsi i gospodarstw.

Nawet około 1000 hektarów pod panele?

W przestrzeni publicznej pojawiła się liczba około 1000 hektarów, jednak nie oznacza ona jednej gigantycznej farmy fotowoltaicznej.

Chodzi o kilka planowanych inwestycji na terenie różnych miejscowości.

Burmistrz Zabłudowa Adam Tomanek informował, że do urzędu wpłynęły wnioski dotyczące inwestycji fotowoltaicznych obejmujących ponad 700 hektarów gruntów.

Według ustaleń protestujących potencjalna łączna powierzchnia przedsięwzięć może natomiast zbliżać się do 1000 hektarów. Niektóre pojedyncze projekty mają obejmować ponad 200 ha.

Mieszkańcy zwracają uwagę, że poza samymi panelami powstać miałyby również kontenerowe magazyny energii i infrastruktura towarzysząca.

Ponad 1500 podpisów pod protestem

Sprzeciw wobec inwestycji połączył mieszkańców kilkudziesięciu miejscowości.

Pod petycją dotyczącą zatrzymania rozwoju wielkopowierzchniowych farm fotowoltaicznych zebrano ponad 1500 podpisów.

Protestujący argumentują, że inwestycje mogą trwale zmienić rolniczy i krajobrazowy charakter gminy.

Obawiają się również lokalizowania instalacji w pobliżu domów, wpływu dużych ogrodzonych kompleksów na przyrodę oraz ograniczenia możliwości dalszego rozwoju zabudowy mieszkaniowej.

Podczas protestów pojawiły się transparenty z hasłami:

„1000 ha, to nie jest dach” oraz „OZE – tak. 1000 ha pod oknami – nie”.

Radni odrzucili plan ogólny

Pierwszym poważnym skutkiem protestu była decyzja Rady Miejskiej w Zabłudowie.

26 sierpnia radni jednogłośnie odrzucili projekt planu ogólnego gminy.

Projekt spotkał się z krytyką, ponieważ na części terenów miał mocno ograniczać możliwości nowej zabudowy mieszkaniowej, a jednocześnie dopuszczać lokalizowanie instalacji OZE na terenach rolnych.

Radni podkreślali, że nie mogą zignorować sprzeciwu ponad 1,5 tys. mieszkańców.

Burmistrz Adam Tomanek przyznał wówczas, że podczas przygotowywania dokumentu popełniono strategiczny błąd związany z brakiem odpowiednio przygotowanej strategii rozwoju gminy.

Burmistrz odwołał swojego zastępcę

Sprawa ma już również konsekwencje personalne.

W piątek, 4 września, Radio Białystok poinformowało, że stanowisko zastępcy burmistrza Zabłudowa stracił Robert Sidorski.

Burmistrz Adam Tomanek nie przedstawił szczegółowego uzasadnienia swojej decyzji, ale przyznał, że ma ona związek z ostatnimi wydarzeniami dotyczącymi planu ogólnego i kontrowersji wokół farm fotowoltaicznych.

Według Radia Białystok mieszkańcy dopatrzyli się wcześniej wydanych decyzji umożliwiających realizację przedsięwzięć obejmujących łącznie ponad pół tysiąca hektarów.

Sam burmistrz przyznawał, że dopiero protest mieszkańców uświadomił urzędnikom pełną skalę planowanych inwestycji.

Mieszkańcy: OZE tak, ale nie na taką skalę

Protestujący zaznaczają, że konflikt nie dotyczy samego rozwoju odnawialnych źródeł energii.

Ich głównym zarzutem pozostaje skala inwestycji i sposób ich lokalizowania.

OZE – tak, ale nie na taką skalę – tak mieszkańcy określają swoje stanowisko.

Domagają się dokładniejszej analizy wpływu wielkopowierzchniowych instalacji na środowisko, rolnictwo, krajobraz i jakość życia mieszkańców oraz większego udziału lokalnej społeczności w podejmowaniu decyzji.

Po odrzuceniu planu ogólnego sprawa nie jest jednak zakończona. Gmina będzie musiała przygotować nowe rozwiązania planistyczne, a jednocześnie zmierzyć się z już rozpoczętymi procedurami dotyczącymi inwestycji fotowoltaicznych.