Katastrofa rozpoczęła się 26 sierpnia. Ogromna masa lodu, skał i gruzu oderwała się w rejonie Langtang Lirung i runęła w dolinę, wywołując gwałtowną falę powodziową, która przeszła przez obszary Nepalu i Tybetu.

Skala tragedii jest ogromna. Według informacji podawanych 4 września w samym Nepalu zginęło już ponad 1290 osób, a ponad 5,6 tys. pozostaje zaginionych. Zniszczone zostały całe miejscowości, drogi, mosty oraz infrastruktura energetyczna.

Dwóch pracowników uratowanych po dziewięciu dniach

W piątek, 4 września, pojawiła się jednak dobra informacja z prowadzonej akcji ratunkowej.

Ratownicy wydobyli żywych dwóch pracowników elektrowni Upper Trishuli 3A, którzy przez dziewięć dni pozostawali uwięzieni w tunelu zasypanym błotem i gruzem.

W regionie poszukiwanych jest wciąż wielu pracowników elektrowni wodnych. Szacuje się, że w tunelach kilku obiektów mogły zostać uwięzione setki osób.

Katastrofa bardzo mocno uderzyła w nepalską energetykę. Uszkodzone lub wyłączone zostały elektrownie odpowiadające za znaczną część produkcji energii w kraju.

Wstępne straty w budynkach i infrastrukturze w Nepalu oszacowano już na około 2,56 mld dolarów.

Sygnały były widoczne przed katastrofą?

Szczególne zainteresowanie wywołała opublikowana przez międzynarodowy zespół naukowców analiza zdjęć satelitarnych.

Badacze zauważyli, że jeszcze przed katastrofą na powierzchni lodowca zachodziły zmiany. Na zdjęciach wykonanych kilka dni wcześniej widoczne były m.in. oznaki przemieszczania się mas lodu i skał oraz rozwijające się pęknięcie w podłożu skalnym.

Zdaniem naukowców nie oznacza to, że katastrofę można było z łatwością przewidzieć. Pokazuje jednak, że przy dokładniejszym monitoringu satelitarnym możliwe byłoby wcześniejsze wykrywanie części niebezpiecznych zmian.

Eksperci: potrzebny system ostrzegania

Jednym z najważniejszych wniosków po katastrofie jest konieczność budowy lepszego systemu wymiany informacji pomiędzy państwami Himalajów.

W rejonie, w którym doszło do tragedii, nie funkcjonował kompleksowy system ostrzegania przed zagrożeniami związanymi z lodowcami.

Według analiz fala powodziowa przemieszczała się tak szybko, że przy samej granicy czas na reakcję byłby bardzo krótki. Dalej w dół doliny mieszkańcy i pracownicy infrastruktury mogli jednak mieć co najmniej kilka lub kilkanaście minut na ewakuację, gdyby działał odpowiedni system alarmowy.

Eksperci wskazują również na potrzebę wymiany danych pomiędzy Nepalem i Chinami oraz wspólnego monitorowania lodowców, rzek i jezior polodowcowych.

Himalaje coraz bardziej niestabilne

Katastrofa ponownie zwróciła uwagę na wpływ ocieplającego się klimatu na wysokogórskie regiony Azji.

Wzrost temperatur powoduje cofanie się lodowców oraz degradację wieloletniej zmarzliny, która pomaga stabilizować wysokogórskie zbocza. W połączeniu ze stromym terenem, intensywnymi opadami i aktywnością sejsmiczną może to zwiększać ryzyko lawin skalno-lodowych oraz gwałtownych powodzi.

Eksperci zastrzegają jednak, że nie można jeszcze jednoznacznie przypisać pojedynczej katastrofy wyłącznie zmianom klimatu. Badania wskazują natomiast, że ocieplenie zwiększa ogólne ryzyko występowania podobnych zdarzeń w Himalajach.

ONZ ostrzega, że w kolejnych latach zagrożenie powodziami związanymi z lodowcami może obejmować miliony mieszkańców regionu oraz kluczową infrastrukturę energetyczną.

Katastrofa na pograniczu Nepalu i Tybetu staje się więc nie tylko ogromnym kryzysem humanitarnym, ale również poważnym ostrzeżeniem dla państw całego regionu Himalajów.