Ratownicy w zachodniej Kolumbii nadal przeszukują ruiny budynków po poniedziałkowym trzęsieniu ziemi o magnitudzie 7,4. Najtrudniejsza sytuacja panuje m.in. w Cali i Pereirze. W Cali część zespołów ratowniczych zaczęła już przechodzić z poszukiwania ocalałych do usuwania gruzów. Wciąż jednak pojawiają się sygnały mogące wskazywać na obecność żywych osób pod zawalonymi budynkami.

Pierwsze 48–72 godziny po katastrofie są uznawane za kluczowe dla odnajdywania osób uwięzionych pod gruzami. Po tym czasie szanse na przeżycie stopniowo maleją, choć ratownicy podkreślają, że możliwe są przypadki odnalezienia ocalałych także później.

Dodatkowym zagrożeniem są wstrząsy wtórne. Od głównego trzęsienia odnotowano ich już ponad 150, co zwiększa ryzyko dalszego zawalania uszkodzonych konstrukcji i utrudnia pracę ekip ratowniczych.

Prezydent Kolumbii Abelardo de la Espriella zapowiedział utworzenie specjalnego funduszu odbudowy. Pieniądze mają zostać przeznaczone m.in. na odbudowę domów, szpitali, szkół oraz uszkodzonej infrastruktury.

Trzęsienie nastąpiło 10 sierpnia o godz. 7:34 czasu lokalnego. Kolumbijska Służba Geologiczna podała, że epicentrum znajdowało się w rejonie San José del Palmar w departamencie Chocó, a magnituda wyniosła 7,4. Był to najsilniejszy wstrząs odnotowany w kraju w XXI wieku.

Bilans ofiar nadal może się zmieniać.