Śledczy potwierdzili, że obiekt, który naruszył polską przestrzeń powietrzną i eksplodował około 50 km od Lublina, nie był dronem. Była to uzbrojona rakieta, która spadła na niezabudowany teren między miejscowościami Tarnawa-Kolonia i Tokary.
W wyniku zdarzenia nikt nie został ranny. Nie odnotowano także strat materialnych. Eksplozja pozostawiła lej o szerokości około 10 metrów i głębokości około 5 metrów.
Pocisk wykryto nad Polską o godz. 3.40
Do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej doszło w nocy ze środy na czwartek, podczas zmasowanego rosyjskiego ataku na zachodnią Ukrainę.
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podało, że o godz. 3.40 systemy radiolokacyjne wykryły niezidentyfikowany obiekt lecący w kierunku zachodnim. Do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano dyżurny myśliwiec F-16.
O godz. 3.46, jeszcze przed jednoznaczną identyfikacją, obiekt zniknął ze wskazań radarów. W rejon ostatniej znanej pozycji wysłano śmigłowiec Mi-24, którego załoga odnalazła prawdopodobne miejsce upadku rakiety.
Prokuratura: rakieta była uzbrojona
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie prok. Marcin Kozak poinformował, że pocisk zawierał znaczną ilość materiału wybuchowego.
– Wiemy na pewno, że mamy do czynienia z rakietą – nie z dronem, nie z żadnym Geraniem, tylko z rakietą – przekazał prokurator.
Wstępna analiza szczątków wskazuje na pocisk manewrujący Ch-101. Jest to broń wykorzystywana przez Rosję do ataków na Ukrainę. Taką ocenę przedstawili także wojskowi, jednak ostateczna identyfikacja nastąpi dopiero po zakończeniu szczegółowych badań.
Szczątki trafią do wojskowego laboratorium
Na miejscu zabezpieczono odłamki rakiety oraz próbki ziemi z krateru. Materiały mają zostać przebadane przez biegłych z laboratorium Żandarmerii Wojskowej.
Teren został wcześniej zmapowany za pomocą drona. W poszukiwaniu kolejnych elementów pocisku uczestniczyli funkcjonariusze różnych służb oraz około 50 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej.
Pomoc w identyfikacji szczątków zaoferowała również Ukraina, której eksperci mają doświadczenie w badaniu rosyjskich pocisków używanych podczas trwającej wojny.
Wojsko nie zdecydowało się na zestrzelenie
Premier Donald Tusk przekazał, że polskie wojsko było gotowe do zestrzelenia rakiety, gdyby jej dalszy lot stwarzał zagrożenie dla obszarów zamieszkanych. Pocisk spadł jednak na teren niezabudowany.
Szef rządu zaznaczył również, że dotychczasowe ustalenia nie dają podstaw, by uznać, że celem ataku była Polska. Incydent wydarzył się podczas rosyjskiego ostrzału Ukrainy, a rakieta najprawdopodobniej zboczyła z pierwotnej trasy.
Śledztwo prowadzi Wydział do Spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Postępowanie dotyczy naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej oraz sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym.
Na ostateczne potwierdzenie typu i pochodzenia rakiety trzeba poczekać do zakończenia badań laboratoryjnych. Śledczy mają również ustalić dokładną trasę pocisku i okoliczności, w których znalazł się on nad terytorium Polski.