Decyzją Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków cała wieś Ostaszów w gminie Przemków została wpisana do rejestru zabytków. Ochroną objęto historyczny układ wiejski miejscowości, a więc nie pojedynczy budynek, ale całą strukturę przestrzenną wsi.

Konserwator Daniel Gibski uzasadnia decyzję wyjątkowymi wartościami historycznymi, naukowymi i artystycznymi Ostaszowa. Według urzędu miejscowość jest jedyną tego typu jednostką urbanistyczną na Dolnym Śląsku, zachowaną w niemal oryginalnej formie i z jednorodną historyczną architekturą.

Ostaszów ma nietypową historię. Wieś została założona w 1936 r. jako modelowa kolonia rolnicza, pierwotnie pod nazwą Hierlshagen. Zabudowa miała tworzyć nowoczesny jak na tamte czasy układ gospodarstw, a jej charakterystyczną cechą są m.in. zwarte zespoły mieszkalno-gospodarcze pod wspólnym dachem.

Mieszkańcy mówią o paraliżu inwestycyjnym

Decyzja konserwatora wywołała sprzeciw części lokalnej społeczności. Sołtys Ostaszowa Sylwia Mazur w opublikowanym oświadczeniu wskazała, że przeciwni wpisowi byli mieszkańcy, radni gminy Przemków, burmistrz, radni powiatowi i starosta polkowicki.

Największa obawa dotyczy codziennych skutków decyzji. Mieszkańcy boją się, że wpis do rejestru zabytków będzie oznaczał konieczność konsultowania niemal wszystkich prac budowlanych i remontowych ze służbami konserwatorskimi. W ich ocenie może to utrudnić modernizację domów, remonty dachów, wymianę okien, rozbudowy albo większe inwestycje.

Lokalna społeczność zapowiada odwołanie. Zgodnie z informacjami PAP mieszkańcom przysługuje odwołanie do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Konserwator: to nie oznacza skansenu

Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków odpiera zarzuty mieszkańców. Daniel Gibski przekonuje, że wpis do rejestru nie oznacza zakazu remontów, zablokowania inwestycji ani zamiany wsi w skansen. Według niego podobne układy wiejskie są już chronione na Dolnym Śląsku i nie uniemożliwia to normalnego użytkowania budynków.

Konserwator deklaruje też współpracę z lokalną społecznością przy wypracowaniu zasad remontów i inwestycji zgodnych z przepisami ochrony zabytków. Urząd wskazuje, że ścisła ochrona ma zapobiec działaniom, które mogłyby zniszczyć wyjątkowy charakter miejscowości, np. niepasującej zabudowie w centrum wsi.

To pokazuje sedno sporu. Dla konserwatora najważniejsze jest zachowanie układu miejscowości i historycznej architektury. Dla mieszkańców — możliwość normalnego remontowania domów i planowania przyszłości bez nadmiernych formalności.

Co taki wpis oznacza w praktyce?

Wpis do rejestru zabytków jest jedną z najsilniejszych form ochrony. Ustawa o ochronie zabytków przewiduje, że rejestrem zarządza wojewódzki konserwator zabytków, a ochroną mogą być objęte nie tylko pojedyncze budynki, ale też układy urbanistyczne, ruralistyczne i zespoły budowlane. W praktyce właściciele nieruchomości objętych ochroną muszą liczyć się z dodatkowymi procedurami. Przy pracach konserwatorskich, restauratorskich, badaniach albo robotach budowlanych przy zabytku wpisanym do rejestru potrzebne może być pozwolenie wojewódzkiego konserwatora. Co ważne, taka zgoda nie zastępuje pozwolenia na budowę ani zgłoszenia, jeśli są wymagane przez prawo budowlane.

Mieszkańcy Ostaszowa mogą spodziewać się konieczności wypełniania większej ilości dokumentów, uzgodnień i czekania na decyzje przy jakichkolwiek remontach budynków. Z drugiej strony ochrona konserwatorska może zabezpieczyć wieś przed chaotyczną zabudową, przypadkowymi przeróbkami i utratą historycznego charakteru. Najważniejsze zatem będą teraz dwie kwestie: czy decyzja się uprawomocni i jakie konkretnie zasady zostaną przyjęte dla remontów oraz inwestycji. Dopiero to pokaże, czy obawy mieszkańców o paraliż są uzasadnione w praktyce, czy procedury da się uporządkować w sposób akceptowalny dla obu stron.