Polska należy do krajów o ograniczonych zasobach wody. Średnio dysponuje około 60 mld m³ odnawialnych zasobów słodkiej wody rocznie, a w okresach suszy nawet mniej niż 40 mld m³. Według danych GUS w latach 2015–2023 na jednego mieszkańca przypadało od 1,1 do 1,6 tys. m³ wody rocznie. To mniej niż próg 1,7 tys. m³ uznawany przez ONZ za poziom bezpieczeństwa wodnego.

W raporcie Systemu Monitoringu Suszy Rolniczej za okres od 21 maja do 20 lipca 2026 roku zagrożenie suszą stwierdzono między innymi w 65 proc. gmin w przypadku zbóż jarych i 57 proc. gmin dla zbóż ozimych. Największy zasięg problemu odnotowano między innymi w województwach kujawsko-pomorskim, mazowieckim, lubelskim i łódzkim.

Rowy mogą zatrzymywać wodę

W Polsce znajduje się ponad 250 tys. km rowów melioracyjnych. Dotychczas ich głównym zadaniem było szybkie odprowadzanie nadmiaru wody z pól.

Eksperci przekonują, że system powinien działać także odwrotnie. Zastawki, progi piętrzące i regulowane przepusty mogą spowalniać odpływ, zwiększać wilgotność gleby i wspierać odbudowę wód gruntowych.

– Sieć rowów melioracyjnych jest jedną z przyczyn problemu z dostępnością wody w rolnictwie i jednocześnie może być jego rozwiązaniem – wskazuje dr Kinga Krauze z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN.

Potrzebne mogą być rekompensaty

Zatrzymywanie wody może jednak utrudnić pracę rolnikom, których pola znajdują się bezpośrednio przy rowach. Wilgotna gleba może opóźniać wjazd maszyn i rozpoczęcie prac polowych.

Zdaniem ekspertki rozwiązaniem mógłby być system rekompensat dla gospodarstw, które ponoszą straty, ale dzięki dłuższemu magazynowaniu wody poprawiają sytuację w całej zlewni.

Zmiana roli rowów melioracyjnych wymaga konserwacji infrastruktury, montażu urządzeń regulujących przepływ oraz porozumienia między rolnikami i instytucjami odpowiedzialnymi za gospodarkę wodną.

Bez regularnego utrzymania rowy mogą nie tylko zbyt szybko odprowadzać wodę, ale też zwiększać ryzyko lokalnych podtopień podczas intensywnych opadów.