Skala największych kryzysów humanitarnych na świecie pozostaje ogromna. W Sudanie w 2026 roku pomocy potrzebuje 33,7 mln osób. UNICEF wskazuje, że kryzys napędzają trwający konflikt, przesiedlenia, choroby, niedobory żywności i zniszczenie podstawowych usług.
Problemem jest jednak nie tylko liczba potrzebujących, lecz również brak pieniędzy. ONZ informowała w sierpniu, że tegoroczny plan pomocy dla Sudanu, wymagający około 2,9 mld dolarów, był sfinansowany zaledwie w około 41 proc. Niedobory środków doprowadziły już m.in. do zamknięcia trzech placówek medycznych w środkowym Darfurze, z których korzystały dziesiątki tysięcy przesiedlonych osób.
Problem ze stałymi i nowymi konfliktami
Obecnie mamy do czynienia z konfliktami nowymi i kryzysami nowymi, ale też takimi, które się przeciągają, i może być tak, że na samym początku dany kryzys nie był bardzo poważny, ale już w tym momencie jest takim czerwonym punktem na mapie kryzysów. (Helena Krajewska, Rzeczniczka Polskiej Akcji Humanitarnej, wypowiedź dla Newserii)
Bardzo trudna sytuacja utrzymuje się także w Strefie Gazy. Według UNICEF około 1,9 mln z 2,1 mln mieszkańców zostało przesiedlonych. OCHA podaje, że mimo pewnej poprawy dostępu do żywności ponad 1,2 mln osób nadal znajdowało się w połowie roku w sytuacji kryzysowej lub gorszej pod względem bezpieczeństwa żywnościowego.
Coraz mniej środków trafia również do kryzysów trwających od lat. W Somalii pomocy humanitarnej potrzebuje około 4,8 mln osób. UNICEF szacuje, że w tym roku ostre niedożywienie może dotknąć blisko 1,9 mln dzieci poniżej piątego roku życia. Cięcia finansowania doprowadziły już do zamykania placówek zajmujących się zdrowiem i żywieniem.
Duże potrzeby pozostają także w Ukrainie. ONZ szacuje, że w 2026 roku pomocy humanitarnej i ochrony potrzebuje tam 10,8 mln osób. Ze względu na ograniczone zasoby plan pomocy koncentruje się na około 4,1 mln najbardziej potrzebujących, w szczególności mieszkańcach terenów przyfrontowych i osobach przesiedlonych.
Potrzeby rosną przy epidemiach
Na istniejące kryzysy nakładają się kolejne katastrofy i epidemie. W Demokratycznej Republice Konga trwa największa epidemia eboli w historii kraju. Według WHO do 12 sierpnia potwierdzono 4665 przypadków i 2184 zgony, a choroba objęła 54 strefy zdrowotne w sześciu prowincjach.
Organizacje humanitarne zwracają uwagę, że wraz z przedłużaniem się kryzysów zainteresowanie opinii publicznej i darczyńców spada, choć potrzeby mieszkańców nie znikają. W praktyce oznacza to coraz częstsze ograniczanie skali pomocy właśnie w miejscach, w których konflikt, głód czy przesiedlenia trwają już od wielu lat.