Wisła w Warszawie ponownie osiągnęła rekordowo niski stan. 7 sierpnia na stacji Warszawa-Bulwary odnotowano 102 cm – o 2 cm mniej niż poprzednie minimum z 2025 roku po przeliczeniu go na obecną skalę wodowskazu.

Niski poziom stołecznej rzeki jest częścią znacznie szerszego problemu. IMGW podał 14 sierpnia, że w całej Polsce aż 392 stacje hydrologiczne notowały przepływy poniżej wartości średniego niskiego przepływu z wielolecia, określanego jako SNQ.

Skala zjawiska rośnie. W szczycie lata 2025 podobne wartości notowano na 314 stacjach, w 2024 roku na maksymalnie 308, a w 2023 roku na 200.

W połowie sierpnia w Polsce obowiązywało również 89 ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną.

Na sytuację wpływa długotrwały deficyt opadów. Według IMGW w 2025 roku średnia suma opadów w Polsce wyniosła 546 mm, czyli niecałe 90 proc. normy z lat 1991–2020. Rok został sklasyfikowany jako suchy.

Rekordowo niski poziom Wisły nie oznacza jednak obecnie zagrożenia dla dostaw wody do Warszawy. Stolica korzysta z dwóch głównych źródeł – Wisły oraz Jeziora Zegrzyńskiego.

Niskie przepływy mają jednak inne konsekwencje. Utrudniają żeglugę, ograniczają możliwość kursowania części jednostek po Wiśle i w dłuższej perspektywie mogą mieć znaczenie dla infrastruktury wykorzystującej wodę z rzeki.

– Poziom rzeki jest dla nas bardzo istotny, ale jeszcze istotniejsze są przepływy – zwraca uwagę Jan Piotrowski, pełnomocnik prezydenta Warszawy ds. Wisły, w rozmowie z Newserią.

Warszawa rozwija m.in. małą retencję i zielono-błękitną infrastrukturę. Chodzi o takie rozwiązania jak ogrody deszczowe, zbiorniki retencyjne, zielone dachy czy powierzchnie umożliwiające wodzie wsiąkanie w grunt zamiast szybkiego odpływu do kanalizacji.

Niski stan Wisły jest więc nie tylko problemem samej rzeki, ale jednym z najbardziej widocznych sygnałów pogłębiającego się deficytu wody w Polsce.