Według „Wall Street Journal” izraelski wywiad przekazał administracji USA informacje o możliwym nowym irańskim planie zabicia prezydenta Donalda Trumpa. Gazeta powołuje się na osoby zaznajomione ze sprawą. Nie opublikowano jednak publicznych dowodów ani oficjalnego komunikatu, który szczegółowo opisywałby domniemany plan.
To rozróżnienie jest kluczowe. Mowa o informacjach wywiadowczych, które mogą wpływać na poziom ochrony prezydenta USA i decyzje administracji, ale nie oznacza to jeszcze publicznie potwierdzonego, udaremnionego zamachu.
Wątek jest szczególnie wrażliwy, bo Trump od lat pojawia się w irańskiej retoryce jako cel odwetu za zabicie w 2020 roku generała Ghasema Solejmaniego, dowódcy elitarnej jednostki Al-Kuds w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej. Solejmani zginął w amerykańskim ataku dronowym w Bagdadzie podczas pierwszej prezydentury Trumpa.
USA znowu uderzyły w Iran
Doniesienia o możliwym planie zamachu pojawiły się w czasie kolejnej eskalacji militarnej. U.S. Central Command poinformowało, że 7 lipca amerykańskie siły przeprowadziły nową rundę uderzeń na Iran, trafiając w ponad 80 celów.
Według CENTCOM była to odpowiedź na najnowsze irańskie ataki na statki handlowe przepływające przez cieśninę Ormuz. Reuters podał, że uderzenia objęły m.in. systemy obrony powietrznej, centra dowodzenia, radary nadbrzeżne, instalacje pocisków przeciwokrętowych oraz łodzie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
Cieśnina Ormuz jest jednym z najważniejszych punktów na mapie światowej energetyki. Przez ten wąski przesmyk między Iranem a Omanem przepływa znaczna część światowego handlu ropą. Każda groźba zakłócenia żeglugi w tym rejonie natychmiast podnosi ryzyko dla rynków paliw, transportu i ubezpieczeń.
Izrael, USA i Iran w coraz bardziej niebezpiecznym układzie
Izrael od lat traktuje Iran jako jedno z największych zagrożeń dla swojego bezpieczeństwa. Teheran z kolei oskarża Izrael i USA o ataki na swoje struktury wojskowe, naukowe i polityczne. W ostatnich miesiącach napięcie przeradzało się w kolejne rundy uderzeń, odwetów i krótkotrwałych prób zawieszenia broni.
W takim otoczeniu informacja o możliwym planie zamachu na Trumpa nie funkcjonuje jako osobny incydent. Jest częścią szerszej konfrontacji, w której mieszają się działania wojskowe, operacje wywiadowcze, presja dyplomatyczna, walka o kontrolę nad cieśniną Ormuz i spór o przyszłość irańskiego programu nuklearnego.
Dla administracji USA taki sygnał może mieć podwójne znaczenie. Po pierwsze, dotyczy bezpośredniego bezpieczeństwa prezydenta. Po drugie, może wzmacniać argumenty zwolenników twardszej polityki wobec Teheranu, zwłaszcza po atakach na żeglugę i amerykańskich uderzeniach odwetowych.
Dlaczego Europa patrzy na Ormuz?
Z europejskiej perspektywy najważniejsze nie są same kulisy ochrony Trumpa, lecz ryzyko szerszej eskalacji na Bliskim Wschodzie. Jeżeli konflikt USA–Iran będzie się zaostrzał, skutki mogą dotknąć rynków energii, cen paliw, transportu morskiego i inflacji.
Europa nie jest obojętna na to, co dzieje się w cieśninie Ormuz. Zakłócenia w żegludze oznaczają wyższe koszty transportu, ryzyko wzrostu cen ropy i gazu oraz presję na gospodarki, które wciąż próbują stabilizować koszty energii po poprzednich kryzysach.
Polska również odczuwa skutki takich napięć pośrednio: przez ceny paliw, koszty transportu, inflację importowaną i decyzje firm zależnych od globalnych łańcuchów dostaw. Nawet jeśli konflikt toczy się daleko od Europy, jego gospodarcze konsekwencje mogą szybko pojawić się na stacjach paliw, w kosztach logistyki i cenach części produktów.
Najważniejsze pytanie na najbliższe dni brzmi, czy USA i Iran ograniczą działania do kolejnych punktowych uderzeń i gróźb, czy konflikt zacznie wymykać się spod kontroli. Doniesienia o możliwym planie zamachu na Trumpa dodatkowo podnoszą temperaturę sporu, ale wymagają ostrożności: na razie opierają się na informacjach wywiadowczych opisanych przez media, a nie na pełnym, publicznym materiale dowodowym.