Wyjechali za granicę do pracy. Na miejscu zrobiono z nich niewolników, nazywano „polskimi świniami”…

Wyjazd do Danii miał pomóc Polakom podreperować domowy budżet. Za pracę na fermie norek mieli zarabiać 15 tysięcy koron duńskich, co w przeliczeniu daje około 8,5 tysiąca złotych. Jednak gdy dotarli na miejsce, okazało się, że ich nowa praca jest rodem z koszmarów. Praca podobna do niewolniczej, kilkanaście godzin dziennie, fatalne warunki, wyzwiska… To była codzienność. W końcu nie wytrzymali. Po 37 dniach powiedzieli dość i bez słowa zostali wyrzuceni na peronie. Całej zapłaty za wykonywaną pracę nie zobaczyli do dziś.

Mężczyzna, który opisał horror, który spotkał go na duńskiej fermie norek, przedstawia się jako Adam, ale pragnie zachować anonimowość. Chce tylko przestrzec innych, aby dokładnie sprawdzali swojego pracodawcę nim zdecydują się na pracę za granicą. Bo choć kuszą zarobki o wiele wyższe niż w Polsce, to rzeczywistość na miejscu może wyglądać o wiele inaczej. I choć obiecano im godne warunki, przed rozpoczęciem pracy pokazywano nawet, jak będą mieszkać, wszyscy byli mili. Nic nie zapowiadało koszmaru, który rozpoczął się krótko po podpisaniu umowy.

Na fermie oprócz niego pracowało jeszcze czterech Polaków i czterech Rumunów. Okazało się, że zamiast przyczepy, którą Polacy oglądali na zdjęciach, to mieszkali w busie, na szybko przerobionym tak, żeby można było się tam przespać. Wszystkich spotykało co dzień to samo. O 6 budził ich szef, wyzywał, wyganiał do pracy, zdarzało mu się ich uderzyć. Zreflektował się dopiero, gdy zagrożono mu wezwaniem policji.  Gdy chcieli zrezygnować, szef groził im karami finansowymi za „odbyty kurs”. Gdy pod koniec ich pobytu szef zaproponował im, żeby prysznic wzięli przy ubojni świń, stwierdzili, że mają dość. Zostali wygonieni, a całej kwoty, która należała im się za pracę nie otrzymali.

Mimo zgłoszenia sprawy na policję i do związków zawodowych, nikt nie zareagował na krzywdę Polaków. Dopiero pójście do mediów przyniosło efekt. O sprawie zrobiło się głośno. Firma, dla której pracował Adam z kolegami usunęła konto na Facebooku po fali nieprzychylnych komentarzy, zniknęły też ogłoszenia o pracę, po tym, jak inni Polacy przytaczali historię Adama. Mężczyzna wciąż próbuje odzyskać należne mu pieniądze. I radzi osobom, dorabiającym sobie jak on, żeby zawsze mieli odłożone pieniądze, które w razie czego umożliwią im powrót z miejsca pracy. Przyznaje, że gdyby nie brak pieniędzy wyjechałby dużo wcześniej. Nie był bowiem przetrzymywany na fermie siłą, miał swoje dokumenty, teoretycznie mógł odejść w każdej chwili. Tak jakiś czas wcześniej zrobił z resztą jeden z Rumunów.