Myślała, że jest w ciąży. Tak naprawdę nosiła w sobie ŚMIERTELNE zagrożenie!

27-letnia matka dwójki dzieci myślała, że jest w ciąży. Okazało się, że zamiast dziecka, w brzuchu nosi śmiertelne zagrożenie.

Wszystko zaczęło się zupełnie typowo dla ciąży. Kobieta zrobiła test ciążowy i ku swojej wielkiej radości, zobaczyła że jest pozytywny. Po siedmiu tygodniach wystąpiło u niej lekkie plamienie, więc zgłosiła się na badania. Nie była zaniepokojona, bo w swojej pierwszej ciąży, która zakończyła się szczęśliwym porodem, pięcioletniego dziś chłopca, miała podobne problemy. Okazało się jednak, że tym razem sprawa jest znacznie poważniejsza.

Lekarze po przeprowadzeniu badań zdiagnozowali, tak zwaną ciążę molową, rodzaj nowotworu rozwijającego się na skutek nieprawidłowego procesu zapłodnienia komórki jajowej i niewłaściwego rozwoju tkanek tworzących łożysko. Mimo natychmiastowego usunięcia nieprawidłowo narastającej tkanki i poddania kobiety chemioterapii, guz rósł w zastraszającym tempie. Po kilku miesiącach, podczas pobytu w szpitalu, Lauren udała się do toalety i tam poczuła silną potrzebę parcia. Po kilku silnych skurczach wydaliła całą masę rakową.

Kobieta odczuła ogromną ulgę, bo to oznaczało, że nareszcie jest zupełnie wolna od swojej choroby. Mimo, że lekarze powiedzieli jej, że już nigdy nie będzie mogła mieć dzieci, bo jej macica została uszkodzona, Lauren zaledwie rok później zaszła w ciążę i urodziła zdrową córeczkę.

Kobieta nie mogła od samego początku beztrosko cieszyć się ciążą, bo wciąż pełna była obaw. Ale po pierwszym USG, gdy zobaczyła bicie serduszka swojego maleństwa, uwierzyła, że tym razem wszystko będzie w porządku.Teraz kobieta mieszka w Australii, wraz ze swoim synkiem i 10-cio miesięczną córeczką.